piątek, 24 października 2014

rozdział 5

Sądziłam, że w nocy w ogóle nie zasnę, tylko będę leżeć z książką zabraną Albusowi i bić się ze swoimi myślami czy to jest to o czym myślę. Czy to możliwe by ten konkretny dziennik ocalał? Przez głowę przelatywały mi niepokojące obrazy mojej wyobraźni o prawowitym właścicielu tej książki. Ale zmęczenie zrobiło swoje. Nic nie zdołało spędzić mi snu z powiek. Ostatnie co zapamiętałam przed zaśnięciem to urywki tego co bardzo dawno temu krewni mówili o nim- o najpotężniejszym czarnoksiężniku wszech czasów. Okryłam się ciepłą kołdrą i zwyczajnie odpłynęłam mając przed oczami obraz zmieniających się brązowych oczu w czerwone. Co najciekawsze udało mi się przespać noc bez koszmarów. Śniła mi się osławiona Komnata Tajemnic. Większość uznałaby to za dziwne...zamiast jakiś przystojnych czarodziei płci męskiej, zamiast nie ograniczonej władzy...Komnata Tajemnic, której tajemnica została odkryta dobre dwadzieścia lat temu. Szczególne w tym było to, że tuż obok olbrzymiego szkieletu Bazyliszka stała odwrócona do mnie tyłem pochylona postać. Ciągle do mnie mówiła w języku węży, pytając dlaczego jestem tak późno...potem syk przeszedł w głos koleżanki z dormitorium...
-Martine! Wstawaj! Zaspałyśmy! Jesteśmy  już spóźnione!
-C-co?- spytałam nadal nie przytomna. Jak ja nienawidzę poranków. Na oślep szukałam zegarka, gdy go znalazłam spojrzałam na tarcze. Cholera jasna! 8.10, a ja nadal w łóżku. Świetnie, zaspać w drugi dzień szkoły. Zerwałam się z łóżka. Rozejrzałam się po dormitorium. Byłam tu tylko ja i Nicole. Nasze pozostałe dwie współlokatorki nas nie obudziły, niezłe jaja.
-Idziesz do łazienki?- ziewnęła Nicole szukając po pokoju swojego papcia. 
-Tak, tobie trochę zajmie zanim odnajdziesz kapeć.-odparłam biorąc swoje szaty. Spojrzała na mnie w jej oczach malowało się zdziwienie.
-A ty nie szukasz swoich kapci? Będziesz szła na bosaka do łazienki?
-Tak, Nicole nie mam już czasu na szukanie. Ty jesteś już w szacie.
Najszybciej jak umiałam się otrzeźwiłam, ubrałam szaty szkolne i stanęłam przed lusterkiem. Normalnie poświęcałam dużo czasu by ułożyć swoje włosy, ale muszę przyznać, że działanie w sprincie wcale nie dało złych efektów. Powróciłam do dormitorium, Nicole nadal szukała swojego nieszczęsnego obuwia. Przeszłam obok niej i podeszłam do szafki z moimi rzeczami. Na blacie widniał pergamin z planem lekcji. Na samym szczycie widniał napis "Plan zajęć szóstorocznych" 
Poniedziałek:
 Lekcja I - transmutacja poziom zaawansowany prof. Patil (lekcja z gryfonami)
Lekcja II- OPCM poziom zaawansowany prof. Bunsch (lekcja z krukonami)
Lekcja III- zaklęcia poziom zaawansowany prof. Flitwick (lekcja z puchonami)
Lekcja IV -eliksiry poziom zaawansowany prof. Slughorn (lekcja z gryfonami)
Lekcja V- zielarstwo poziom zaawansowany prof. Longbottom (lekcja z krukonami, puchonami i gryfonami) 
-Niech to szlag!- wyrwało mi się. Jesteśmy spóźnione na transmutacje. Brawo, znając profesorkę szykuje się szlaban. Wow pobijemy rekord, nikt jeszcze tak szybko nie dostał szlabanu. Wzięłam spakowałam do torby potrzebne książki.
-Nicole! Zostaw te cholerne papcie, przecież w nich nie pójdziesz na zajęcia! Z kim i za co ja żyję? - wyjęłam z kieszeni szaty różdżkę i wypowiedziałam zaklęcie przywołujące. Wcisnęłam jej do ręki buty. 
-Dzięki, że też nie pomyślałam by użyć zaklęcia przywołującego.-powiedziała Nicole ubierając buty. Nic nowego, że nie pomyślała. Wyszłyśmy z lochów, nie widziałam najmniejszego sensu biec i tak byłyśmy naprawdę nieźle spóźnione na zajęcia, a co by nam dał bieg? Nic tylko okropny zapach potu. Pocieszał mnie jeden jedyny fakt nie ja jedyna się spóźnię. Stanęłyśmy przed salą do transmutacji, ze środka dochodził podniesiony głos profesorki. Normalnie bomba, jest wkuta. Zapowiada się ciekawie.  Otwarłyśmy drzwi i weszłyśmy do klasy.
-Ach. Witam jaśnie panienki. Czekały może panny aż wyślę specjalne zaproszenie na moje lekcje?- powiedziała uderzając różdżką o biurko. Wśród gryfonów przeszedł szyderczy chichot. Rzuciłam im pełne pogardy spojrzenie i dołączyłam do mojego kuzyna siedzącego w ostatniej ławce.
-Jak już mówiłam, zanim jaśnie panny mi przerwały...nazwiska.- powiedziała siadając za biurkiem. No błagam uczy nas już szósty rok a nadal nie pamięta naszych nazwisk. 
-Lestrange i Pucey, proszę pani profesor.- odezwał się ktoś z Gryffindoru.
-Dziękuję panie Weasley.- odparła profesorka. Posłałam nienawistne spojrzenie pod adresem rudzielca siedzącego w ostatniej ławce. Ten zdrajca krwi nie ma prawa mówienia do mnie po nazwisku. Miałam silną ochotę pokazać mu gdzie jest jego miejsce, ale przypomniałam sobie, że i tak ciąży nad mną groźba szlabanu, więc powstrzymałam się od użycia jednego z zacnych zaklęć. Nie słuchałam tego co mówi profesorka, na pierwszej lekcji to zawsze mówią nam o czym w tym roku będziemy się uczyć. Upewniłam się ze Scorpius ma lepsze zajęcia niż patrzenie się co robię. Wyjęłam owy tajemniczy dziennik. Otwarłam go na pierwszej stronie. Zamoczyłam w kałamarzu pióro i napisałam na nim pierwsze słowa: Witam, nazywam się Martine Safona Lestrange. Słowa znikły. A zamiast nich pojawiły się inne. "Witaj, ja jestem...
-Panno Lestrange mogę poznać powód dla którego pani i pani Pucey się spóźniły?- usłyszałam głos nauczycielki, nie dokończyłam czytania słów, które się pojawiły. Zatrzasnęłam dziennik. Spojrzałam na ciemnowłosą hinduskę, uśmiechnęłam się miodowym uśmiechem- czyli okropnie kleistym i przesłodzonym odpowiedziałam jej -Widzi pani profesor, my się nie spóźniamy, ani nie przychodzimy za wcześnie zjawiamy się w sam raz.
Wyraz jej twarzy był bezcenny. Wyglądała jakby właśnie zgubiła gdzieś swój język, patrzyła na mnie marszcząc brwi. Szukała odpowiednich słów, byłam w stanie sobie wyobrazić jak małe trybiki wewnątrz jej czaszki obracają się z zawrotną szybkością, jeszcze trochę i czaszka by jej się zaczęła dymić.
-Slytherin traci pięć punktów, a panienki widzę dzisiaj u siebie na szlabanie.- wycedziła odwracając się napięcie do mnie plecami. Wielkie mi co te stracone pięć punktów odzyskam  jeszcze tego samego dnia. Na twarzach nie których gryfonów pojawił się uśmiech, zadowolenia ,że już straciliśmy punkty. Na prawdę mają się z czego cieszyć.       

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz