-Proszę, proszę mój ulubiony kolega.- powiedziałam na widok Albusa czytającego książkę pod rozłożystym drzewem. Obok niego leżało pełno podręczników szkolnych.
-Potter, dziś jest dopiero pierwszy dzień nauki, a ty już z książkami?- spytałam stając nad nim. Zdziwiony podniósł wzrok. Fakt rzadko kiedy się do niego odzywałam, a jeśli już to głównie po to by dał mi spisać zadanie.
-D-do mnie mówisz?- spytał nerwowo zamykając książkę.
-No raczej. Widzisz tu kogoś oprócz siebie?
-A-ale jeszcze n-nie zdążyłem zabrać się za zadanie.-jąkał się panicznie przyciskając podręcznik do transmutacji do swojego torsu.
-Wyluzuj. Nie przyszłam po zadanie, ale bardzo mi miło, że pomyślałeś by zacząć robić je również dla mnie.- uśmiechnęłam się ironicznie. -Chcę tylko porozmawiać.
Zaczął rozglądać się nerwowo po błoniach. Wyglądał jakby właśnie oznajmiła, że chcę go zabić.
-Żartujesz sobie ze mnie...z resztą jak zwykle. Gdzie są twoi ochroniarze Lestrange?- spytał mrużąc oczy zza szkieł okularów.
Wyjęłam różdżkę i dla zabawy sprawiłam, że jakiś pierwszak zawisł w powietrzu. Spojrzałam obojętnie na Pottera.
-Na pewno nie tutaj inaczej byś ich widział, nie uważasz?- z ironią odparłam brunetowi, nadal trzymając pierwszaka zawieszonego głową w dół w powietrzu. Uniosłam brew zdziwiona nagłą zmianą jego zachowania. -Weź się uspokój Potter, gdybym chciała cię upokorzyć to zrobiłabym to zaraz po moim przyjściu.-dodałam zerkając w stronę zbiegowiska pierwszorocznych w okół wiszącego w powietrzu rudzielca. A teraz czas na finał. Machnęłam różdżką a pierwszak z hukiem spadł na ziemię.
-Hmm w sumie to racja.- mruknął -A więc o czym chcesz rozmawiać?- spytał drapiąc się po brodzie.
-Chyba nie sądzisz, że będę mówić w miejscu gdzie wszystko ma uszy. Wyjątkowo zapraszam cię do mojego dominotorium na rozmowę.- powiedziałam tonem, który nie zna słowa sprzeciwu.
Potter wstał, zabrał swoje książki i ruszył za mną. Na brodę Merlina! Jak taki chuderlak jak on może iść tak głośno jakby zamiast niego szło tędy stado smoków?! Weszliśmy do Hogwartu i nie spiesząc się zeszliśmy do lochów. Stanęliśmy przed kamienną ścianą. Wypowiedziałam hasło "Wielki Salazar" weszliśmy do naszego gustownie urządzonego pokoju wspólnego. Pobieżnie przebiegłam wzrokiem po obecnych w pokoju. Same młodsze roczniki, obgadujące nauczycieli.
-Niech zgadnę, twoja grupka czeka w twoim dorminotorium?- spytał mnie Potter.
-Co ty się do jasnej cholery tak uparłeś, że gdzieś w pobliżu są moi przyjaciele!- syknęłam. Szczerz nie miałam pojęcia, gdzie do jasnego gwintu się oni wszyscy podziewają, ale dla mnie tym lepiej szansa na wyciągnięcie czegokolwiek od Albusa Pottera w pojedynkę jest większa niż gdybyśmy robili to grupowo. Prowadziłam go do samego końca korytarza. Moje dorminotorium mieściło się na samym końcu. Wiedziałam, że o tej porze nie będzie w nim nikogo z moich współlokatorek. Otwarłam drzwi. Potter stał przez dobre kilka minut na progu wahając się czy wejść czy nie.
-Piwa? Whisky?-spytałam
-C-co? Nie, dzięki.-odparł zamykając za sobą drzwi. Stanął nad fotelem. Wzruszyłam ramionami. Merlinie co za sztywniak. Otwarłam butelkę z piwem kremowym i pociągnęłam olbrzymi łyk. Usiadłam na swoim łóżku.
-Albus, składam ci wyrazy mojego współczucia...-powiedziałam z całej siły powstrzymując złośliwy uśmiech. Tak jasne, na pewno strasznie mi przykro z powodu śmierci zdrajczyni krwi, która zabiła moją babkę.
-Ah, skąd wiesz o śmierci mojej babki?-zdziwił się. Podałam mu butelkę whisky. Niespodziewanie pociągnął potężny łyk.
-Potter, Potter to jest nie istotne. Ta informacje jest ogólnodostępna.
Nie odpowiedział mi, pił z butelki whisky. Im więcej wypije tym lepiej.
-Po za tym wiem co to znaczy stracić babcię. Czy coś już udało się ustalić?
-Tata..hik...z...wujem Wiselem...hik...Weasley'em prowadzą..hik..śledźctwo w tej sprawie... hik.- odezwał się pijany. Spojrzałam na niego z pogardą...słabeusz...upić się zaledwie jedną butelką. Cały Potter.
-A wiesz co jest najśmieszniejsze? Hik..
-Nie.
-Podejrzewają..hik..twoich..hik..krewnych..
-Co proszę?
-Hik...Malfoy'ów i Lestrangów..hik
-A na jakiej podstawie?
-Hik..hik..hik..bo..hik..twoja..rodzinka ma motyw...hik. W końcu..hik moja babka zabiła twoją...hik...i dzięki mojej rodzince większość z twoich krewnych..hik..wylądowała w..hik Azkabanie.- skończywszy mówić zrobił gest jakby chciał prosić o jeszcze jedną butelkę. Wiedziałam już wszystko co na razie chciałam.
-Niestety ognista whisky się skończyła.- powiedziałam wyrzucając go za drzwi dorminotorium. A więc "Wybraniec" i Weasley podejrzewają moich rodziców oraz wujostwo...Tym debilom umknął jeden cholerny szczegół. To nie mogą być moi rodzice-ponieważ od paru dobrych lat są w Azkabanie tak jak mój dziadek Rudolf. Spojrzałam na stolik. No tak nie wywaliłam za nim jego książek. Spojrzałam na jedną z nich wyglądała znajomo..przynajmniej z opowieści Lucjusza. Myślałam, że "święta trójka" ją zniszczyła. To musiało być to. Wzięłam ją do ręki. Otwarłam na losowej stronie-była pusta. Rzuciłam dziennik na łóżko, a pozostałe książki wyrzuciałam w ślad za ich właścicielem.
-Potter, dziś jest dopiero pierwszy dzień nauki, a ty już z książkami?- spytałam stając nad nim. Zdziwiony podniósł wzrok. Fakt rzadko kiedy się do niego odzywałam, a jeśli już to głównie po to by dał mi spisać zadanie.
-D-do mnie mówisz?- spytał nerwowo zamykając książkę.
-No raczej. Widzisz tu kogoś oprócz siebie?
-A-ale jeszcze n-nie zdążyłem zabrać się za zadanie.-jąkał się panicznie przyciskając podręcznik do transmutacji do swojego torsu.
-Wyluzuj. Nie przyszłam po zadanie, ale bardzo mi miło, że pomyślałeś by zacząć robić je również dla mnie.- uśmiechnęłam się ironicznie. -Chcę tylko porozmawiać.
Zaczął rozglądać się nerwowo po błoniach. Wyglądał jakby właśnie oznajmiła, że chcę go zabić.
-Żartujesz sobie ze mnie...z resztą jak zwykle. Gdzie są twoi ochroniarze Lestrange?- spytał mrużąc oczy zza szkieł okularów.
Wyjęłam różdżkę i dla zabawy sprawiłam, że jakiś pierwszak zawisł w powietrzu. Spojrzałam obojętnie na Pottera.
-Na pewno nie tutaj inaczej byś ich widział, nie uważasz?- z ironią odparłam brunetowi, nadal trzymając pierwszaka zawieszonego głową w dół w powietrzu. Uniosłam brew zdziwiona nagłą zmianą jego zachowania. -Weź się uspokój Potter, gdybym chciała cię upokorzyć to zrobiłabym to zaraz po moim przyjściu.-dodałam zerkając w stronę zbiegowiska pierwszorocznych w okół wiszącego w powietrzu rudzielca. A teraz czas na finał. Machnęłam różdżką a pierwszak z hukiem spadł na ziemię.
-Hmm w sumie to racja.- mruknął -A więc o czym chcesz rozmawiać?- spytał drapiąc się po brodzie.
-Chyba nie sądzisz, że będę mówić w miejscu gdzie wszystko ma uszy. Wyjątkowo zapraszam cię do mojego dominotorium na rozmowę.- powiedziałam tonem, który nie zna słowa sprzeciwu.
Potter wstał, zabrał swoje książki i ruszył za mną. Na brodę Merlina! Jak taki chuderlak jak on może iść tak głośno jakby zamiast niego szło tędy stado smoków?! Weszliśmy do Hogwartu i nie spiesząc się zeszliśmy do lochów. Stanęliśmy przed kamienną ścianą. Wypowiedziałam hasło "Wielki Salazar" weszliśmy do naszego gustownie urządzonego pokoju wspólnego. Pobieżnie przebiegłam wzrokiem po obecnych w pokoju. Same młodsze roczniki, obgadujące nauczycieli.
-Niech zgadnę, twoja grupka czeka w twoim dorminotorium?- spytał mnie Potter.
-Co ty się do jasnej cholery tak uparłeś, że gdzieś w pobliżu są moi przyjaciele!- syknęłam. Szczerz nie miałam pojęcia, gdzie do jasnego gwintu się oni wszyscy podziewają, ale dla mnie tym lepiej szansa na wyciągnięcie czegokolwiek od Albusa Pottera w pojedynkę jest większa niż gdybyśmy robili to grupowo. Prowadziłam go do samego końca korytarza. Moje dorminotorium mieściło się na samym końcu. Wiedziałam, że o tej porze nie będzie w nim nikogo z moich współlokatorek. Otwarłam drzwi. Potter stał przez dobre kilka minut na progu wahając się czy wejść czy nie.
-Piwa? Whisky?-spytałam
-C-co? Nie, dzięki.-odparł zamykając za sobą drzwi. Stanął nad fotelem. Wzruszyłam ramionami. Merlinie co za sztywniak. Otwarłam butelkę z piwem kremowym i pociągnęłam olbrzymi łyk. Usiadłam na swoim łóżku.
-Albus, składam ci wyrazy mojego współczucia...-powiedziałam z całej siły powstrzymując złośliwy uśmiech. Tak jasne, na pewno strasznie mi przykro z powodu śmierci zdrajczyni krwi, która zabiła moją babkę.
-Ah, skąd wiesz o śmierci mojej babki?-zdziwił się. Podałam mu butelkę whisky. Niespodziewanie pociągnął potężny łyk.
-Potter, Potter to jest nie istotne. Ta informacje jest ogólnodostępna.
Nie odpowiedział mi, pił z butelki whisky. Im więcej wypije tym lepiej.
-Po za tym wiem co to znaczy stracić babcię. Czy coś już udało się ustalić?
-Tata..hik...z...wujem Wiselem...hik...Weasley'em prowadzą..hik..śledźctwo w tej sprawie... hik.- odezwał się pijany. Spojrzałam na niego z pogardą...słabeusz...upić się zaledwie jedną butelką. Cały Potter.
-A wiesz co jest najśmieszniejsze? Hik..
-Nie.
-Podejrzewają..hik..twoich..hik..krewnych..
-Co proszę?
-Hik...Malfoy'ów i Lestrangów..hik
-A na jakiej podstawie?
-Hik..hik..hik..bo..hik..twoja..rodzinka ma motyw...hik. W końcu..hik moja babka zabiła twoją...hik...i dzięki mojej rodzince większość z twoich krewnych..hik..wylądowała w..hik Azkabanie.- skończywszy mówić zrobił gest jakby chciał prosić o jeszcze jedną butelkę. Wiedziałam już wszystko co na razie chciałam.
-Niestety ognista whisky się skończyła.- powiedziałam wyrzucając go za drzwi dorminotorium. A więc "Wybraniec" i Weasley podejrzewają moich rodziców oraz wujostwo...Tym debilom umknął jeden cholerny szczegół. To nie mogą być moi rodzice-ponieważ od paru dobrych lat są w Azkabanie tak jak mój dziadek Rudolf. Spojrzałam na stolik. No tak nie wywaliłam za nim jego książek. Spojrzałam na jedną z nich wyglądała znajomo..przynajmniej z opowieści Lucjusza. Myślałam, że "święta trójka" ją zniszczyła. To musiało być to. Wzięłam ją do ręki. Otwarłam na losowej stronie-była pusta. Rzuciłam dziennik na łóżko, a pozostałe książki wyrzuciałam w ślad za ich właścicielem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz