Złowrogie mgły unosiły się w swoim tańcu, po mieście na przemian unosząc się i opadając. Nienawidziłam tak dołującej pogody, zawsze kojarzyła mi się z wstrętnymi dementorami. Krople deszczu uderzające o moją czarną parasolkę w pełnym monotonii rytmie. Kap. Plask. Kap. Plask. Nie ma to jak jak szary i wilgotny pierwszy września. Szłam ulicami Londynu za moim wujostwem i kuzynem w kierunku stacji King's Cross. Właśnie za parę godzin rozpocznę szósty rok nauki w najlepszym z domów, mianowicie w dumnym Slytherinie. Z pogardą patrzyłam na mugoli przesuwających się w jednym kierunku niczym bezkształtna masa. Oni -słabi, niczego nie świadomi nie muszą się ukrywać, a my czarodzieje-posiadacze magicznej mocy chowamy się przed nimi. Głupota ze strony ministerstwa. Powinni zmienić nazwę na Ministerstwo Kretynów skoro dopuścili szlamę do stołka Ministra. Przeszłam jako pierwsza na peron 9 i 3/4, za mną ruszył mój kuzyn a jednocześnie rówieśnik, a na samym końcu wujostwo. Zaczynał się robić tłok a Express Hogwart nadal się nie pojawiał. Wujek położył mi i Scorpiusowi ręce na ramionach. Większość ludzi brała nas za rodzeństwo. Byliśmy do siebie bardzo podobni. Oboje jasnowłosi o stalowo-niebieskich oczach z błyskiem pogardy, z złośliwymi uśmieszkami nieschodzącymi z twarzy i do tego uczniowie dumnego Slytherinu o tych samych poglądach. Nie raz słyszeliśmy teksty, że wyglądamy jak dwie krople wody, no cóż zdarza się, że kuzynostwo jest bardziej do siebie podobne niż rodzeństwo.
-Scorpius, Martine, nie zawiedźcie nas.- powiedział wuj Dracon patrząc nam prosto w oczy. -Martine, zawsze byłaś, jesteś i będziesz dla nas jak córka. Pamiętaj o tym.- powiedziała ciocia Astoria obejmując mnie, pozwoliłam jej na to przez chwilę po czym szybko się odsunęłam jeszcze ktoś by zobaczył...
-Dobrze-odparłam, chociaż wątpię czy dosłyszeli, gdyż z wejścia na peron dobiegł gwar jakby stado olbrzymów nagle tędy przechodziło. Nie trzeba być geniuszem by domyślić się, że to szalamy i ich mugolskie rodziny robią tyle hałasu uświadamiając sobie istnienie o niebo od nich lepszych. Nic, tylko wszędzie te denerwująco zaskoczone głosy. Na peron właśnie powoli wjeżdżał pociąg.
-Na pewno wszystko spakowaliście?-spytała czule Astoria.
-Tak, mamo.. Nie zapomnieliśmy nawet naszych zwierzaków.-odparł Scorpius uchylając się od uścisku matki.
-A miotły?-spytał uśmiechnięty wujek Draco, szukając po naszych wózkach futerałów z naszymi najnowszymi miotłami -Błyskawicami Doskonałymi. Bez słowa wskazaliśmy Draco'wi gdzie leżą na wózku.
-Mam nadzieję, co ja mówię? Mam pewność dzieciaki, że znów pokażecie nie którym gdzie ich miejsce.-przeczesał ręką po naszych jasnych włosach.
-A jak inaczej wujku?-spytałam lekko unosząc kąciki ust. Przy wejściu do pociągu zauważyłam naszych przyjaciół, razem z Scorpiusem pożegnaliśmy Draco i Astorię i ruszyliśmy w kierunku przyjaciół. Chwyciliśmy swoje kufry, nie powiem w tym roku mój kufer był naprawdę wyjątkowo ciężki. Scorpius o wiele lepiej radził sobie z swoim bagażem. Wsparłam się o swój kufer, ze złością wyjęłam różdżkę...
-Cześć Martine.-usłyszałam znajomy głos, a po chwili zza moich pleców pojawił się Zabini.
-Witaj Trevor.
-Pomóc ci?-spytał patrząc na mój bagaż. Nie zaczekał na moją odpowiedź tylko chwycił kufer za rączki po bokach i ruszył ku wejściu do pociągu. Zauważyłam Nicole i Klimtamestrę wymieniające znaczące uśmieszki i wstrzymujące śmiech.
-Co was tak śmieszy? No słucham Pucey.- z udawaną złością zwróciłam się do wyższej od mnie brunetki o krótkich kręconych włosach.
-Nic Lestrange, zupełnie nic. Tylko jesteśmy w szoku Zabini sam z siebie niesie nie swój kufer? Zwykle do tego zmuszałaś orzeszkomózgich.-wskazała na Albusa Pottera i Chrisa Bailey. Uśmiechnęłam się -Innym razem zmuszę ich do psucia kręgosłupa..co ja wygaduję oni przecież nie mają kręgosłupa.- We trzy roześmiałyśmy się, witając się uściskami, a chłopaków przywitałam zwykłą piątką.
-E no...Lestrange! Ja też chcę przytulasa...w końcu niosę ci kufer.- zawołał udając oburzenie Trevor.
-Spoko, dostaniesz jak wniesiesz to do środka.-odparłam wchodząc do pociągu. Stanęliśmy przed jednym przedziałem, uniosłam brew zdając sobie sprawę, że z nami stoją tu Albus Potter i jego kumpel Bailey.
-Chyba sobie kpisz, Potter. Przedziały są czteroosobowe. Nie ma mowy byście z nami kiedykolwiek usiedli.-powiedział Scorpius rzucając synowi słynnego wybrańca wyzywające spojrzenie.
-A dlaczego?-spytał buntowniczo.
-Nie wierzę, jakim cudem jesteś w Slytherinie? W przedziale mieści się tylko czwórka osób, a do tego wsiadam ja, Martine, Trevor i Nicole. A wy razem z Mulciber możecie poszukać sobie jakiegoś innego.
-CO?!-skrzywiła się Klimtamestra, biorąc swoje rzeczy i idąc poszukać jakiegoś innego byle nie siedzieć z Potterem. A my weszliśmy do przedziału, gdy Scorpius zamykał drzwi rzuciłam od niechcenia -Dobra rozgrywka pozbyliśmy się trójki kul u nóg.
-Dziekować, ale to nie jest żaden wyczyn co roku ich tak się pozbywamy.- odparł siadając obok mnie. Trevor z Nicole usiedli na przeciwko.
-Jak tam wakacje?- spytała Nicole patrząc z uwielbieniem na mojego kuzyna.
-Nawet nieźle. Byliśmy w kilku ciekawych miejscach, odwiedziliśmy starych znajomych we Francji...szału nie było.- przeciągnął się Scorpius odpowiadając Pucey nawet na nią nie patrząc.
-A co nowego wydarzyło się w kraju?- spytałam. Na twarzy Trevora pojawiło się niezadowolenie.
-Szkoda nawet zaczynać temat, Martine.- wyciągnął Proroka Codziennego. Skrzywiłam się nie czytam tego smatławca podporządkowanego szlamom.
-Wszędzie tylko szlamy...-mruknął -A najśmieszniejsze jest to..- zawiesił na chwilę głos. Nachyliłam się w jego stronę i spojrzałam do gazety.
-W domu rodziny Weasley, znanym również jako Nora, zapowiadał się przepiękny dzień. Jednak rodzinną sielankę o poranku popsuło znalezisko najmłodszego członka rodu Hugona Weasleya. Malec jak co dzień czekał na seniorkę rodu-Molly Weasley, gdyż mieli razem zająć się pracami w ogródku. Zaniepokojony przedłużającym się czasem, młody Weasley pobiegł na piętro do pokoju zamieszkałego przez swoją babcię. Powoli otworzył drzwi i zamarł w wyrazie przerażenia. Jego oczom ukazał się makabryczny widok zmasakrowanego ciała Molly Weasley. Z jego gardła wydobył się krzyk alarmujący wszystkich mieszkańców, że miało miejsce coś strasznego. Niedługo potem na piętrze zjawili się rodzice chłopca- Hermiona Weasley i Ronald Weasley. Zgroza malowała się w ich oczach. Jak mówi Ronald Weasley "Ledwo co rozpoznałem mamę. Jej ciało było w okropnym stanie. Jako auror widziałem wiele ,ale nigdy nie widziałem tak okrutnie potraktowanego ciała. Na jej twarzy widniały dziury, jakby ktoś wyciął kawałek skóry z twarzy, reszta ciała miała podobne, dochodziły do nich jeszcze rany jak po użyciu zaklęcia Sectumsempra..." Ciało Molly Weasley zostało dokładnie zbadane. Opinia patologa Dimitra Sokolova jest jasna "To z całą pewnością było morderstwo, w dodatku niezwykle brutalne. Ślady na ciele wiele mówią. Mogę na pewno stwierdzić iż użyto na denatce wiele razy zaklęcia Cruciatus i Sectumsempry. Zaklęcie uśmiercające nie miało tu nic do zdziałania ofiara zmarła na skutek ran." Kto mógł się dopuścić tak okrutnego czynu? Czy zamordowana pani Weasley miała jakiś wrogów? Na to pytanie postarał się nam odpowiedzieć pracujący w ministerstwie syn denatki -Percy Weasley. "Mama była pogodną, odrobinę nad opiekuńczą kobietą, każdemu chciała nieść pomoc...czy miała jakiś wrogów? Nie. Nikt nie przychodzi mi do głowy...Chociaż 20 lat temu brała udział w II wojnie czarodziejów i może ktoś z byłych śmierciożerców, albo ich krewnych zechciał się zemścić, być może za zabicie jednego z nich..." Biuro Aurorów prowadzi dochodzenie w tej sprawie, wszystko powinno w miarę szybko się wyjaśnić, sprawcy zostawili coś co można uznać za podpis tylko jednej grupy czarodziei, która od dwudziestu lat nie dawała o sobie żadnego znaku. Miejmy nadzieje, że mordercy zostaną schwytani i osadzeni w Azkabanie. - przeczytałam na głos. Nie kryłam swojego złośliwego uśmiechu.
-Mam pewien pomysł. Chodźcie poszukamy Pottera, ale to już w Hogwarcie.
-Scorpius, Martine, nie zawiedźcie nas.- powiedział wuj Dracon patrząc nam prosto w oczy. -Martine, zawsze byłaś, jesteś i będziesz dla nas jak córka. Pamiętaj o tym.- powiedziała ciocia Astoria obejmując mnie, pozwoliłam jej na to przez chwilę po czym szybko się odsunęłam jeszcze ktoś by zobaczył...
-Dobrze-odparłam, chociaż wątpię czy dosłyszeli, gdyż z wejścia na peron dobiegł gwar jakby stado olbrzymów nagle tędy przechodziło. Nie trzeba być geniuszem by domyślić się, że to szalamy i ich mugolskie rodziny robią tyle hałasu uświadamiając sobie istnienie o niebo od nich lepszych. Nic, tylko wszędzie te denerwująco zaskoczone głosy. Na peron właśnie powoli wjeżdżał pociąg.
-Na pewno wszystko spakowaliście?-spytała czule Astoria.
-Tak, mamo.. Nie zapomnieliśmy nawet naszych zwierzaków.-odparł Scorpius uchylając się od uścisku matki.
-A miotły?-spytał uśmiechnięty wujek Draco, szukając po naszych wózkach futerałów z naszymi najnowszymi miotłami -Błyskawicami Doskonałymi. Bez słowa wskazaliśmy Draco'wi gdzie leżą na wózku.
-Mam nadzieję, co ja mówię? Mam pewność dzieciaki, że znów pokażecie nie którym gdzie ich miejsce.-przeczesał ręką po naszych jasnych włosach.
-A jak inaczej wujku?-spytałam lekko unosząc kąciki ust. Przy wejściu do pociągu zauważyłam naszych przyjaciół, razem z Scorpiusem pożegnaliśmy Draco i Astorię i ruszyliśmy w kierunku przyjaciół. Chwyciliśmy swoje kufry, nie powiem w tym roku mój kufer był naprawdę wyjątkowo ciężki. Scorpius o wiele lepiej radził sobie z swoim bagażem. Wsparłam się o swój kufer, ze złością wyjęłam różdżkę...
-Cześć Martine.-usłyszałam znajomy głos, a po chwili zza moich pleców pojawił się Zabini.
-Witaj Trevor.
-Pomóc ci?-spytał patrząc na mój bagaż. Nie zaczekał na moją odpowiedź tylko chwycił kufer za rączki po bokach i ruszył ku wejściu do pociągu. Zauważyłam Nicole i Klimtamestrę wymieniające znaczące uśmieszki i wstrzymujące śmiech.
-Co was tak śmieszy? No słucham Pucey.- z udawaną złością zwróciłam się do wyższej od mnie brunetki o krótkich kręconych włosach.
-Nic Lestrange, zupełnie nic. Tylko jesteśmy w szoku Zabini sam z siebie niesie nie swój kufer? Zwykle do tego zmuszałaś orzeszkomózgich.-wskazała na Albusa Pottera i Chrisa Bailey. Uśmiechnęłam się -Innym razem zmuszę ich do psucia kręgosłupa..co ja wygaduję oni przecież nie mają kręgosłupa.- We trzy roześmiałyśmy się, witając się uściskami, a chłopaków przywitałam zwykłą piątką.
-E no...Lestrange! Ja też chcę przytulasa...w końcu niosę ci kufer.- zawołał udając oburzenie Trevor.
-Spoko, dostaniesz jak wniesiesz to do środka.-odparłam wchodząc do pociągu. Stanęliśmy przed jednym przedziałem, uniosłam brew zdając sobie sprawę, że z nami stoją tu Albus Potter i jego kumpel Bailey.
-Chyba sobie kpisz, Potter. Przedziały są czteroosobowe. Nie ma mowy byście z nami kiedykolwiek usiedli.-powiedział Scorpius rzucając synowi słynnego wybrańca wyzywające spojrzenie.
-A dlaczego?-spytał buntowniczo.
-Nie wierzę, jakim cudem jesteś w Slytherinie? W przedziale mieści się tylko czwórka osób, a do tego wsiadam ja, Martine, Trevor i Nicole. A wy razem z Mulciber możecie poszukać sobie jakiegoś innego.
-CO?!-skrzywiła się Klimtamestra, biorąc swoje rzeczy i idąc poszukać jakiegoś innego byle nie siedzieć z Potterem. A my weszliśmy do przedziału, gdy Scorpius zamykał drzwi rzuciłam od niechcenia -Dobra rozgrywka pozbyliśmy się trójki kul u nóg.
-Dziekować, ale to nie jest żaden wyczyn co roku ich tak się pozbywamy.- odparł siadając obok mnie. Trevor z Nicole usiedli na przeciwko.
-Jak tam wakacje?- spytała Nicole patrząc z uwielbieniem na mojego kuzyna.
-Nawet nieźle. Byliśmy w kilku ciekawych miejscach, odwiedziliśmy starych znajomych we Francji...szału nie było.- przeciągnął się Scorpius odpowiadając Pucey nawet na nią nie patrząc.
-A co nowego wydarzyło się w kraju?- spytałam. Na twarzy Trevora pojawiło się niezadowolenie.
-Szkoda nawet zaczynać temat, Martine.- wyciągnął Proroka Codziennego. Skrzywiłam się nie czytam tego smatławca podporządkowanego szlamom.
-Wszędzie tylko szlamy...-mruknął -A najśmieszniejsze jest to..- zawiesił na chwilę głos. Nachyliłam się w jego stronę i spojrzałam do gazety.
-W domu rodziny Weasley, znanym również jako Nora, zapowiadał się przepiękny dzień. Jednak rodzinną sielankę o poranku popsuło znalezisko najmłodszego członka rodu Hugona Weasleya. Malec jak co dzień czekał na seniorkę rodu-Molly Weasley, gdyż mieli razem zająć się pracami w ogródku. Zaniepokojony przedłużającym się czasem, młody Weasley pobiegł na piętro do pokoju zamieszkałego przez swoją babcię. Powoli otworzył drzwi i zamarł w wyrazie przerażenia. Jego oczom ukazał się makabryczny widok zmasakrowanego ciała Molly Weasley. Z jego gardła wydobył się krzyk alarmujący wszystkich mieszkańców, że miało miejsce coś strasznego. Niedługo potem na piętrze zjawili się rodzice chłopca- Hermiona Weasley i Ronald Weasley. Zgroza malowała się w ich oczach. Jak mówi Ronald Weasley "Ledwo co rozpoznałem mamę. Jej ciało było w okropnym stanie. Jako auror widziałem wiele ,ale nigdy nie widziałem tak okrutnie potraktowanego ciała. Na jej twarzy widniały dziury, jakby ktoś wyciął kawałek skóry z twarzy, reszta ciała miała podobne, dochodziły do nich jeszcze rany jak po użyciu zaklęcia Sectumsempra..." Ciało Molly Weasley zostało dokładnie zbadane. Opinia patologa Dimitra Sokolova jest jasna "To z całą pewnością było morderstwo, w dodatku niezwykle brutalne. Ślady na ciele wiele mówią. Mogę na pewno stwierdzić iż użyto na denatce wiele razy zaklęcia Cruciatus i Sectumsempry. Zaklęcie uśmiercające nie miało tu nic do zdziałania ofiara zmarła na skutek ran." Kto mógł się dopuścić tak okrutnego czynu? Czy zamordowana pani Weasley miała jakiś wrogów? Na to pytanie postarał się nam odpowiedzieć pracujący w ministerstwie syn denatki -Percy Weasley. "Mama była pogodną, odrobinę nad opiekuńczą kobietą, każdemu chciała nieść pomoc...czy miała jakiś wrogów? Nie. Nikt nie przychodzi mi do głowy...Chociaż 20 lat temu brała udział w II wojnie czarodziejów i może ktoś z byłych śmierciożerców, albo ich krewnych zechciał się zemścić, być może za zabicie jednego z nich..." Biuro Aurorów prowadzi dochodzenie w tej sprawie, wszystko powinno w miarę szybko się wyjaśnić, sprawcy zostawili coś co można uznać za podpis tylko jednej grupy czarodziei, która od dwudziestu lat nie dawała o sobie żadnego znaku. Miejmy nadzieje, że mordercy zostaną schwytani i osadzeni w Azkabanie. - przeczytałam na głos. Nie kryłam swojego złośliwego uśmiechu.
-Mam pewien pomysł. Chodźcie poszukamy Pottera, ale to już w Hogwarcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz